czwartek, 1 lutego 2018 r.

kontakt z redakcją

+48 661 816 567 / kontakt@szczecinnonstop.pl

Nie choruj przed 18-stymi urodzinami!

Aktualności, Zdrowie

Do bulwersującej i skandalicznej sytuacji doszło kilka dni temu w szpitalu przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie. Młody mieszkaniec bardzo źle się czuł na dzień przed ukończeniem 18. roku życia. Lekarze na dorosłej izbie przyjęć stwierdzili, że skoro mężczyzna nie jest jeszcze pełnoletni nie mogą go przyjąć, oddział dziecięcy uznał za to, że niemożliwe jest hospitalizowanie tak dojrzałą osobę na oddziale z trzylatkami. – Syn czuł się bardzo źle. Czekaliśmy najpierw w jednej poczekalni, potem na oddziale dziecięcym przez kilka godzin, a następnie odesłano nas do Zdrojów skąd syn po kolejnym badaniu został wysłany do domu – mówi Ewa Kwiatkowska, mama Jakuba Matusiaka.

Młody chłopak źle czuł się od kilku dni, ale na wizytę w szpitalu przy Unii Lubelskiej rodzina zdecydowała się dopiero dzień przed 18-stymi urodzinami chłopaka. Jego stan się pogardzał i Pani    uznała, że bez poważniejszej konsultacji się nie obejdzie. Pierwszym kierunkiem była Izba Przyjęć dla dorosłych, tam jednak lekarz stwierdził, że skoro chłopak formalnie nie ukończył jeszcze 18. roku życia t musi udać się na dziecięcą Izbę po drugiej stronie szpitala. Tam rozpoczął się prawdziwy koszmar, który trwał kilkanaście godzin: – Pani doktor rodzinna stwierdziła, że jest to jednostronne zapalenie płuc, dostaliśmy skierowanie do szpitala, na oddział wewnętrzny szpitala na ul. Unii Lubelskiej. Tam w rejestracji Pani się zgodziła i powiedziała, że nie ma problemu, że syn jest kilka godzin przed 18-stymi urodzinami. Potem pojawił się Pan doktor z całą dokumentacją i stwierdził, że mamy udać się na izbę dziecięcą czyli tam gdzie jest Oddział Św. Mikołaja. Byliśmy zaskoczeni całą sytuacją – mówi Pani Ewa. – Dotarliśmy na oddział dziecięcy i tam również i w rejestracji i lekarze byli trochę zaskoczeni, że taki duży chłop ma zostać położony na oddziale z kilkulatkami. Pani doktor zbadała Jakuba, kazała udać się do pokoju lekarskiego i tam mieliśmy czekać. Syn był bardzo słaby, potem pojawiła się kolejna Pani doktor, która stwierdziła, że zapalenia płuc nie ma, przyszła następna i ta powiedziała, że jednak chyba jest. Ostatecznie zostaliśmy znowu we dwójkę w tym pokoiku lekarzy, ale po pół godziny przyszła pielęgniarka i poprosiła nas o poczekanie na korytarzu – relacjonuje kobieta.

Chaos wokół niespełna 18-letniego chłopaka był z godziny na godzinę coraz większy. Lekarze rozmawiali, konsultowali, a Jakub i jego mama czekali na korytarzu. Pojawiały się opinie, że trzeba położyć młodego chłopaka na obserwacje, ale jednocześnie lekarz prowadzący oponował by tak dorosły, ale jeszcze niepełnoletni przez kilka godzin człowiek znalazł się na oddziale dziecięcym. Konsultacje trwały: – Badania wskazały, że jest duży stan zapalny, że syn jest chory i trzeba go położyć i, że za chwilę znaleziony zostanie dla niego szpital. Pani doktor powiedziała, że wróci za kwadrans i będzie wiedzieć czy będziemy musieli sami jeszcze gdzieś jechać czy zabierze go karetka. Nie było jej ponad godzinę, minęła 17.00, a syn dosłownie się słaniał na nogach, nie mógł wstać, gorączka wzrosła do ponad 39 stopni. Podszedł do nas kolejny lekarz, stwierdził nareszcie zapalenie płuc, powiedział, że powinien zostać położony do szpitala, ale nie na Unii Lubelskiej, ale do domu go nie wypisze, bo nie chce brać odpowiedzialności za to, co mogłoby się stać. Czuliśmy się jakby ktoś próbował się nas na siłę pozbyć. Bezsilność była ogromna – relacjonuje Ewa Kwiatkowska.

Nasza rozmówczyni przyznaje, że po ponad ośmiu godzinach nerwowego oczekiwania i szerokich konsultowania przypadku jej syna chyba z połową szpitalnej kadry, która błąkała się po korytarzach szpitala zaczęła reagować nerwowo i zażądała poważnego traktowania. – Zostaliśmy wreszcie skierowani do Szpitala w Zdrojach, tam powtórzono niemal wszystkie badania jeszcze raz. Lekarze stwierdzili, że owszem jest to zapalenie płuc, ale nie kwalifikuje się do hospitalizacji, a do leczenia antybiotykowego. Syn otrzymał silne leki i wróciliśmy do domu. W Zdrojach cała sytuacja zajęła może ponad godzinę – dodaje kobieta. Pan Jakub dzisiaj jest już pełnoletni i powoli wraca do zdrowia, ale pozostał poważny niesmak, bo chłopak i jego rodzina przez ponad 10 godzin czekali na konkretną decyzje odnośnie leczenia albo jego braku. Szpital nie skomentował całej sytuacji.

Komentarzy: 1

  1. Na jakiej podstawie pan redaktor napisał, że połowa kadry szpitala błąkała się po korytarzach? Był, widział? A co zatem robiła druga połowa?

    Jeszcze jedna kwestia. Skoro napisał pan, że „nie kwalifikuje się do hospitalizacji, a do leczenia antybiotykowego” to znaczy, że w szpitalu nie daje się antybiotyków? Rozumem, że chodziło o leczenie ambulatoryjne, ale to tylko braki w pana wykształceniu i zerowy warsztat…