czwartek, 22 lutego 2018 r.

kontakt z redakcją

+48 661 816 567 / kontakt@szczecinnonstop.pl

Obowiązkowe wykłady zmobilizowały studentów do protestu

Aktualności, Wydarzenia

Władze Uniwersytetu Szczecińskiego zamierzały wprowadzić obowiązek uczestnictwa we wszystkich zajęciach, również na wykładach. Część studentów podjęła walkę o pozostawienie dotychczasowych reguł.

O tempora, o mores! Dożyliśmy czasów, gdy studenci zamiast kontaktu z wykładowcami w czasie zajęć wolą podejmować pracę, bo ta daje im więcej doświadczenia i praktycznej wiedzy. Taki wniosek można wysnuć, gdy spojrzymy na sytuację, która w ostatnim czasie zelektryzowała szczecińską brać studencką. Otóż chodzenie na wykłady miałoby się stać obowiązkowe. Chodzi o zajęcia, które prowadzone są wyłącznie w formie wykładów, na których obecnie nie ma obowiązku uczestnictwa. W tej sprawie zawiązano komitety, zorganizowano debaty i zaczęto wysyłać pełne troski listy do władz uczelni, by ten nikczemny pomysł zdusić w zarodku.

Już nawet pomijając fakt, że nasza uczelnia w techniczny sposób nie jest przygotowana na taki pomysł. Te wygodne siedzenia w postaci drewnianych dech, nawet siedząc tam 3 h człowiekowi kręgosłup odmawia posłuszeństwa. Brak bufetu na Piastów 6, kontaktów na laptopy. W okresie zimowym jest tam po prostu zimno. Dajcie ludziom komfort do studiowania. A [nie] obowiązkowe wykłady. Prowadzący sami sobą i forma powinni sprawiać, że AŻ SIĘ CHCE pójść na wykład. Zmuszanie nic nie da – pisze jedna z zatroskanych studentek na profilu samorządu studenckiego Wydziału Prawa i Administracji  Uniwersytetu Szczecińskiego.

Tego typu komentarzy jest znacznie więcej oraz pojawiają się również takie, z których dowiadujemy się, że poziom prowadzenia zajęć jest tak niski, że nie są w stanie nikogo zainteresować. Dodatkowo treść przekazywana na nich nikomu się w przyszłym życiu zawodowym zwyczajnie nie przyda.

Osoby, które uczestniczą w praktykach związanymi z zawodami prawniczymi podczas studiów osiągają lepsze wyniki na aplikacjach niż pozostałe. Odpowiedź jest prosta: samo uczestnictwo na wykładach nie nauczy studenta myślenia i rozwiązania merytorycznych problemów, nie przygotuje do pracy pod wpływem stresu i niedogodnych okoliczności, a praktyka? Jak najbardziej. Najpierw student nauczy się pokory, potem odpowiedzialności, a pod koniec – rozwiązywania wszelkich problemów, nie tylko natury prawniczej. Pozdrawiam i mam nadzieję, że powyższy pomysł nie ujrzy światła dziennego. W innym wypadku będzie to strzelenie sobie w stopę, czego osobiście z całego serca nie życzę – pisze student prawa.

Z powyższych wypowiedzi wynika również obraz współczesnego kształcenia, które w opinii studentów nie przygotowuje ich do wyzwań stawianych w późniejszej pracy. Postanowiliśmy więc spytać się jednego z pomysłodawców akcji protestacyjnej o cel ich działań.

– Student powinien mieć swobodę wyboru zajęć, na które chce uczęszczać. Wielu z nas godzi studiowanie z pracą zawodową, która daje nam możliwość utrzymania się w Szczecinie w trakcie studiów. Nie kwestionujemy formy wykładów jako takiej, tylko chcemy mieć wybór – mówi Patryk Kupis, student czwartego roku prawa.

Na szczęście dla biednych i utrudzonych studentów uczelnia wycofała się z tego pomysłu po konsultacjach z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

– Przyszła odpowiedź z ministerstwa, że nie musimy wprowadzać takiego rozwiązania i dlatego nie ma już rozważań na ten temat – informuje Julia Poświatowska, rzecznik prasowy Uniwersytetu Szczecińskiego.

Studenci mogą odetchnąć z ulgą i znów mogą gonić za doświadczeniem i pieniędzmi do swojej pracy. Tylko biedny Jan Zamoyski musi się przewracać w swym grobie, gdy słyszy to co dzieje się na szczecińskiej uczelni. Mówił przecież:

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli

Jak widać z tej wizji niewiele już zostało. Młodzi zamiast korzystać z wiedzy swoich profesorów wolą zarabiać pieniądze i „zaliczać” kolejne przedmioty. Uczelnia natomiast zamiast stworzyć warunki, w których studenci mogliby w całości poświęcić się zdobywaniu wiedzy, woli „rozważać” nic niewnoszące projekty.

O tempora, o mores!