niedziela, 29 lipca 2018 r.

kontakt z redakcją

+48 661 816 567 / kontakt@szczecinnonstop.pl

Opis internetowy a rzeczywistość czyli kto jest dla kogo. FELIETON MAŁGORZATY KRAWCZAK

Bez kategorii

Strzępek zasłyszanej rozmowy w pociągu – „Musiałam już pójść do psychologa. Asia poleciła mi swoją znajomą. Poczytałam, co pisze o sobie w Internecie. Podobało mi się to. To były jej historie, z którymi sobie poradziła. Tak myślałam, zanim do niej poszłam. Byłam dwa razy i nigdy więcej. Jeżeli oni wszyscy tak pracują, to nic dziwnego, że ludzie mają depresje.” Słowo wszyscy poruszyło całą lawinę uogólnień, ocen, krytyki i co by nie mówić – plotek. Dalej już nie słuchałam… Słuchawki, muzyka i oddałam się rozmyślaniom.

W mojej głowie rozpoczął się proces myślowy. Dodam, że nie łatwy, ja też piszę o sobie, ja też dzielę się swoimi doświadczeniami. Jednak pytania – Kim są ludzie, którzy piszą o sobie? Kim ja jestem, że piszę o sobie? – nie dawały mi spokoju. Napisałam książkę, która jest efektem rozmów dwóch kobiet, które rozmawiały o ludziach i o mechanizmach, które nimi sterują. O ludziach, czyli też i o mnie. Powstała książka, bo bardzo chciałam podzielić się tym, co odkryłam w sobie i w innych ludziach pracując jako coach. Te odkrycia pozwoliły mi bardziej zaprzyjaźnić się z sobą i otworzyć się na innych ludzi i rozmawiać z nimi na różne tematy, unikając narzekania na cały świat i pół kosmosu. Obiema rękoma podpisuję się pod słowami Jarosława Iwaszkiewicza – „Za książką kryje się autor. Jego pisanie jest więc zawsze listem do czytelnika. Piszemy zazwyczaj listy do przyjaciół. Książka jest listem autora do przyjaciół.” Tak, pisałam do przyjaciół, aby ofiarowali sobie szansę spotkania się ze sobą samym.

Piszę, bo lubię. Zawsze lubiłam pisać o swoich przemyśleniach w kontekście tego, „co poeta miał na myśli?”. Nie zawsze nauczycielki języka polskiego zgadzały się z tym, ale to już inna historia… Pisząc, dzieliłam się z innymi tym, co miałam w sobie najlepszego. Uwielbiałam rozprawki, w których stawiałam tezę czy hipotezę i pisałam, pisałam, pisałam. I nigdy nie rozumiałam słów nauczycielek, że przynajmniej na półtora strony. Tyle to ja potrafiłam na wstęp przeznaczyć… Jednak w tym moim pisaniu były formy, których nie lubiłam i unikałam, jak mogłam. Nie były to wiersze. Ze swoich wierszy po prostu nie byłam zadowolona… Bardzo nie lubiłam pisać pamiętników. Opisywać, co mnie spotkało. Pamiętnik zawsze był dla mnie rozdrapywaniem ran w przypadku jakiś ciężkich sytuacji i zwykłą relacją z pozytywnych zdarzeń. A przynajmniej tak wtedy rozumiałam pamiętnik w oparciu o to, co opowiadały sobie koleżanki. W pamiętnikach z zasady rozmawia się ze sobą przeważnie o tym, co boli, co żywe – pisze się o ranach. Dotykane rany zawsze bolą. Rozmawiamy o tym, co się wydarzyło w kontekście pytań – Dlaczego ja?! Dlaczego mnie to spotkało?! Na takie pytania raczej nie padają odpowiedzi – Bo jestem najwspanialsza i życie mnie kocha, tylko wręcz odwrotnie. Użalanie się nad sobą ubieramy w odpowiednio smutne słowa i pogłębiamy ranę.

Ja bardzo lubię spisywać swoje refleksje w kontekście tego, czego się nauczyłam z danej sytuacji? Co nowego odkryłam w sobie? Jakie nauki wyciągam na przyszłość? Takie spojrzenie pozwala na to, aby rana się zagoiła. A zagojona rana jest zwyczajną blizną, a dotykanie jej nie boli. Owszem, blizna przywołuje wspomnienia, ale one już nie są bolesne, ponieważ zostały „przepracowane” dzięki właściwie postawionym pytaniom. I to ponoć też pamiętnik…

A wracając do wątku z pociągu. Nie mam pojęcia, co o sobie pisała pani psycholog. Mogę tylko domniemać, że raczej o bliznach. Takie rzeczy dobrze się czyta szczególnie przez osoby, które rozmawiają o ranach. Być może pani z pociągu potrzebowała psychologa, bo choć mogła chcieć poukładać swoje życie, to tak naprawdę szukała kogoś, kto by ją wysłuchał i razem pogrzebał w jej ranach… Nie wiem…

Specjaliści z grupy „pomagacze” często piszą o swoich bliznach, bo w ten sposób mogą przybliżyć zagadnienia, którymi się zajmują, w których naprawdę mogą pomóc. Czytając ich wpisy możemy wstępnie poczuć, czy ta osoba może nam pomóc w naszych sprawach. W ten sposób nawiązujemy pierwszą nić porozumienia. Czy spotkania osobiste sprawią, że będziemy nawiązywać kolejne nici porozumienia i utkamy z tego piękną tkaninę – nie wiem. Zależy to też od tego, jak to, co napisała dana osoba, jest rozumiane przez tych, którzy to czytają.

Jeżeli spotkanie osobiste przerodzi się w pracę terapeutyczną czy coachingową, to dany wpis pisał przyjaciel i odczytał go przyjaciel. Jeżeli nie, to znaczy tylko tyle, że warto szukać dalej. Nikt nie jest dla wszystkich i wszyscy nie są dla każdego. I tu w tym miejscu wspomnę tylko, kim jest przyjaciel dla mnie, a tym samym ja dla kogoś. Przyjaciel to ktoś, kto pokaże ci to, czego nie chcesz zobaczyć, powie ci coś, czego nie chcesz usłyszeć i pomimo wszystko będzie przy tobie.

Czego nie chciała usłyszeć i zobaczyć pani z pociągu?